Gdy się odwróciłem, zobaczyłem Margaret zaciskającą ręką swoje lewe ramię. Powiedziałem: szybko! Następną kulę dostanie w plecy! Głos Smallwooda był spokojny, a twarz nieruchoma. Nie wątpiłem ani przez moment, że z pewnością wykona to, co zapowiedział. Nasze dwa sztucery upadły na lód. Pchnijcie je nogą w kierunku szczeliny! Usłuchaliśmy. Staliśmy zupełnie bezradni, przyglądając się straszliwej walce, która ciągle jeszcze toczyła się na lodzie. Obaj walczyli leżąc. Obaj byli silni fizycznie, ale Zagero był wycieńczony straszliwym nocnym marszem, a poza tym jego ręce owinięte grubymi bandażami, paraliżującymi i osłabiającymi każdy cios, uniemożliwiały mu chwyty. Mimo to wynik walki nie nasuwał żadnych wątpliwości. Kalekie ręce Zagera, ręce, o których wiedziałem, że nigdy już nie będą mogły walczyć, zabijały Corazziniego. Smallwood także przyglądał się walce. Czekał na moment rozdzielenia się przeciwników, aby strzelić do Zagera. Ten ciągle jednak znajdował się pod Corazzinim i zadawał mu śmiertelne ciosy w głowę. Ostatnim wysiłkiem Corazzini wyrwał się i pobiegł w kierunku pobliskiej skały. Zagero za nim.

(Reklama: )
