Był tak szybki, że kula Smallwooda nie zdążyła go dosięgnąć. Los Corazziniego rozstrzygnął się za skałą, która stała się dla niego ostatnim już schronieniem. Zawołaj pan Nielsena! Smallwood prawdopodobnie odgadł, co dzieje się za skałami. Spojrzał w kierunku Jackstrawa i dwóch ludzi Hillcresta, którzy znajdowali się zaledwie pięćdziesiąt metrów od nas. Niech rzuci szybko swój sztucer do szczeliny! Jackstraw! Czułem, że mój głos załamał się zupełnie. Niech pan rzuci sztucer! Jego pistolet jest wycelowany w pannę Ross. Zabije ją! Jackstraw stanął, przez moment wahał się, potem spokojnie rzucił sztucer do najbliższej szczeliny i powoli zbliżył się do nas. W tej samej chwili Hillcrest chwycił mnie za rękę. Mason! On żyje! Wskazał ręką Levina, który rzeczywiście poruszył się. Nie pomyślałem o zbadaniu go. Nie wyobrażałem sobie, aby fachowiec tego typu co Corazzini mógł chybić. Nie myśląc o tym, co zrobi Smallwood, pochyliłem się nad Levinem. Hillcrest miał rację. Solly Levin oddychał. Przyjrzałem się cienkiej, biegnącej od skroni aż po potylicę czerwonej szramie. Podniosłem się. To tylko zadraśnięcie. Jest zszokowany i to wszystko. Spojrzałem w kierunku skał. Dla Corazziniego jest już jednak za późno. Nie musiałem go widzieć. Walka tocząca się za skałami była tak straszliwa, że trudno było dostrzec w niej coś ludzkiego.

(Reklama: )
