Na jego maszcie nie było żadnej flagi. W drzwiach kabiny ukazała się głowa Hillcresta. Posłuchajcie! Są już blisko! I rzeczywiście. W ciszy, jaka nagle zapadła, rozległ się warkot silnika, który poznałbym wśród tysięcy innych. Opuściliśmy otoczone skałami wgłębienie, gdzie ukryliśmy nasz pojazd. Znajdowaliśmy się nie więcej niż sto metrów od Citroena. Hillcrest, Jackstraw i ja ruszyliśmy naprzód, kryjąc się za zwałami odłamków skał i lodu. Każdy z nas miał w ręku sztucer. Nie musieliśmy się spieszyć. Citroen był jeszcze daleko, a jedyna możliwa z tej strony lodowca do przebycia droga znajdowała się wśród szczelin, trzydzieści metrów od nas. Z tej odległości Jackstraw nie mógł spudłować. Spojrzałem na niego. Jego twarz sprawiała wrażenie wyrzeźbionej w lodzie maski. Kiedy wreszcie usłyszeliśmy silne dudnienie, Jackstraw szybko położył się na śniegu, przyjmując dogodną do strzału pozycję. Gdy jednak Citroen ukazał się już w polu naszego widzenia, powoli opuścił lufę sztucera. Traktor znajdował się na drugim brzegu lodowca. Wiedziałem, że minie nas w odległości trzystu metrów. Rozpacz

(Reklama: )
