Sobota, dwunasta piętnaście dwunasta trzydzieści Citroen poruszał się w sposób dziwaczny. Chwilami zwalniał, zatrzymywał się, a potem gwałtownie skakał do przodu, pokonując w ten sposób po dwadzieścia, trzydzieści metrów. Nie widzieliśmy powierzchni lodowca, ale byliśmy pewni, że przyczyną tej nierównej jazdy są szczeliny. Przyglądałem się traktorowi z rozpaczą. Smallwood i Corazzini jeszcze raz zwyciężyli. Zrozumieli sens wystrzelonych przez Hillcresta rakiet, którymi wskazywał on samolotowi naszą pozycję, i postanowili natychmiast ominąć niebezpieczny dla nich brzeg lodowca. Zdałem sobie sprawę, że mój plan spalił na panewce. Naturalnie, można było jeszcze interweniować, prosić o pomoc lotniskowiec, ale nie robiłem sobie żadnych nadziei, wiedziałem, że byłaby to interwencja za cenę życia zakładników. Nerwowo szukałem wyjścia z sytuacji. Przejście trzystu metrów lodowcem nie wchodziło w rachubę. Zostalibyśmy natychmiast zauważeni. Z drugiej strony byłem przekonany, że Smallwood nie pozwoli na zidentyfikowanie statku rybackiego, który przecież musiał mieć jakiś numer czy nazwę.

(Reklama: )
